Radoming – nazwa ściągnięta żywcem z nazwy fejsbukowego albumu klienta. Ale trudno o lepszą, więc wybaczcie “kradzież” 🙂 Miało być motocyklowo i jest. Tylko miało być bardziej “torowo”, ale akurat tego dnia piękna pogoda “zaskoczyła” nie tylko nas ale też całe mnóstwo motocyklistów, którzy na maxa postanowili wykorzystać końcówkę sezonu. No i tym sposobem bogato obrodziło cały kompleks wyścigowy. O poślubnej sesji można było zapomnieć. No ale chociaż poślubniaki się nie udały, to fajnie wyszło coś zupełnie innego. Razem z moim uroczym asystentem (prywatnie synem), pojeździliśmy na motorku pod okiem instruktora, który na tę okoliczność nie był Panem Młodym 😉 Panna Młoda, też w kombinezonie motocyklowym, zrezygnowała z “pozowania” i została asystentką instruktora. No i dobrze, bo takiej sesji, suto okraszonej frajdą, nie mogłam sobie nawet wymarzyć. Uprzedzam, że ten wpis będzie długi, bo w końcu było dwóch fotografów 🙂
Zapraszam, zwłaszcza na część drugą, ze zdjęciami Olafa 🙂






















































































